czwartek, 27 czerwca 2013

Rozdział 37

W domu świeżo upieczonych rodziców wiele się dzieje. Lena uczy swojego nażeczonego jak ma zajmować się ich synem. Z każdym dniem przychodzi mu to coraz lepiej, tak nie przesłyszeliście się, Götze umie już zajmować się dziećmi. Nauczył się już karmić i takie tam. Tak na prawdę wszystko jest dobrze, do czasu...Bo gdy z domu wychodzi Lena, a czasem zdarzają się takie sytuacje młody piłkarz panikuje. Wtedy zapomina o wszystkim, naszczęście jest jeszcze babcia Sabina, która chętnie opiekuje się swoim ukochanym wnukiem. Właśnie teraz pani Götze zadzwoniła do swojego syna
- Mario nie chcielibyście spędzić z Leną trochę czasu we dwoje ?
- No chcielibyśmy, ale mamy teraz dziecko, a to duży obowiązek
- Wiesz to przywieź Leo do nas, chętnie z nim zostaniemy. Felix też zaoferował swoją pomoc.
- No dobrze to my się z małym pakujemy i za trzydzieści minut będziemy.

- Kochanie mam świetną wiadomość- zwrócił się do Terakowskiej
- Hmm...jaką?
- Dzisiejszy dzień spędzimy tylko we dwoje. Co ty na to?
- Nie chcę cię martwić, ale co z Leo?
- Rodzice powiedzieli, że się stęsknili za ukochanym wnukiem.
- I ty postanowiłeś to wykorzystać?
- Tak bo mam dzisiaj takie poważne plany związane z tobą
- Tak? Ciekawe jakie
- Co byś powiedziała jakbyśmy pojechali poszukać sali weselnej i zarezerwowali datę ślubu?
- Aaa Mario oczywiście, że tak. Jesteś wspaniały!
- Wiem, a teraz jadę odwieść małego brzdąca

*Lena
Wybieraliśmy salę weselną. Jedna w szczególności przypadła nam do gustu, była połorzona niedaleko kościoła, w którym miała odbyć się ceremonia zaślubin. Miała wielką salę dla gości oraz do tańca. W tym samym budynku mieścił się hotel jakby ktoś nie wytrzymałi odfrunął. Zarezerwowaliśmy. Termin był na za dwa miesiące.
- Już za dwa miesiące-pomyślałam - będę żoną Mario, zacznę życie od początku. Zapomnę o przeszłości już na zawsze...


Kolejny w wasze ręce. Już niedługo sielanka się skończy, tylko tyle mogę wam powiedzieć.

Zapraszam serdecznie na mój drugi blog: http://tylko-jeden-blad.blogspot.com/

wtorek, 25 czerwca 2013

Rozdział 36

30 Kilka miesięcy później # lenka Mario wariuje, już nie mogę z nim wytrzymać. Nakupił ubranek z logiem BvB, łóżeczko, pokoik już urządzony. Zapisał się nawet ze mną do szkoły rodzenia. W tamtym tygodniu byliśmy u lekarza i wtedy to już całkowicie zwariował. Okazało się że będziemy mieli synka. Dzisiejszy dzień zapowiadał się normalnie, dzień jak co dzień. Przygotowywałam śniadanie, gdy nagle poczułam straszliwy skurcz. Właśnie zaczynałam rodzić.
- Aaaa - krzyknęłam
- Lena co się dzieje?? - spytał się Mario, który właśnie wpadł do kuchni.
- Mario, ja chyba... ja chyba rodzę - powiedziała z trudem.
- Chodź, jedziemy do szpitala - powiedział biorąc ją na ręce.
Gdy byli już w szpitalu udali się prosto na porodówkę.
- Czy pan chce być na sali? - spytała pielęgniarka.
- Tak, chcę - powiedział zdecydowanie.
Podczas porodu dziewczyna trzymała go za rękę, ale gdy zobaczył główkę maluszka zemdlał. Obudził się już po fakcie, nad nim stali lekarze, którzy oblewali go wodą.
- Niech pan idzie do żony i maleństwa - powiedział jeden z lekarzy.
Gdy Mario wszedł do sali zobaczył piękny widok. Swoją ukochaną trzymającą małego chłopczyka w ramionach.
- Hej kochanie - przywitała go Terakowska.
Mario zaniemówił. Podszedł do swojej rodziny i pogłaskał maleństwo po główce. Wtedy chłopiec otworzył oczka.
- Zobacz poznaje cię - powiedziała dziewczyna. Mario tylko się uśmiechnął.
- To jak będzie się nazywał ten nasz mały skarb? -spytała.
- Mario oczywiście, po tatusiu. - powiedział dumnie.
- Nie... Nie przeżyję jeśli w domu będę miała dwóch Mario. Ma być trochę polskie, trochę niemieckie.
- Wiem... Leo.
- Ślicznie. To witamy na świecie Leo Mario Götze.
Lena i Leo musieli zostać jeszcze 4 dni w szpitalu w celu zrobienia badań. W tym czasie odwiedził ich już wujek Reus i ciocia Ola, babcia Sabina i dziadek Jurgen, wujek Łukasz oraz cała drużyna wraz z trenerem.
- No, widzę, że narodziła się nowa legenda sportu - powiedział Klopp.
- No oczywiście trenerze. Najpierw ja go pouczę, a później wyślę go na lekcje do pana.
- Jeśli tylko zdrowie mi na to pozwoli, to oczywiście, zapiszemy go do Borussii dla maluchów.
- Tak, oczywiście pójdzie w moje ślady - rozmarzył się niemiecki Messi.
- Przepraszam panowie, ale Leo nie ma nawet tygodnia, a wy już rozmawiacie o tym jak będzie w piłkę grał, może niech najpierw nauczy się siedzieć i raczkować. - skwitowała Terakowska.
Dzisiaj mama z synkiem wychodzą ze szpitala, przyjechał po nich oczywiście Mario. Ubrali chłopczyka w body Borussia z numerem 10, włożyli do czarnego wózka i przykryli żółtym kocykiem z logiem klubu. Gdy wrócili do domu to Götze miał zajmować się synem, bo Lena musiała ich zostawić i pojechać na chwile do swojego biura po potrzebne papiery. No i wtedy właśnie pojawił się problem, kiedy Terakowska opuściła dom Leo zaczął płakać. Biedny Mario nie wiedział co ma zrobić więc zadzwonił po Łukasza i Marco. Po 10 minutach pojawili się chłopcy.
- Chłopaki ja już nie wiem co mam robić, ten mały potworek cały czas płacze. - żalił się Mario.
- Może jest głodny.
- Możliwe, a co się daje takiemu maluchowi? - spytał Reus.
- Lena powiedziała, że trzeba przygotować mleko i że na opakowaniu jest cała instrukcja - wyjaśnił Mario. Gdy przygotowali już butelkę z mlekiem trzeba było nakarmić dziecka i to właśnie tutaj zaczęły się największe schody. Żaden z nich nie wiedział jak ma się za to zabrać. W końcu się udało, ale niestety po chwili cały posiłek znalazł się na koszuli Mario.
- Nie no Leo jak mogłeś, własnemu ojcu?
I wtedy właśnie do domu wróciła Lena.
- Boże święty, co wyście tutaj zrobili? - spytała patrząc na pokój.
- mój biedny Leo. - powiedziała biorąc go na ręce.
- On biedny, to zło wcielone. Cały czas płakał, a potem zwymiotował na moją nową koszulę - powiedział zły Mario.
- Oj kochanie, musisz się jeszcze dużo nauczyć.

Łapcie kolejny. Spodoba wam się ? Zobaczymy po waszych komentarzach, dacie radę 10 ?
Zapraszam: tylko-jeden-blad.blogspot.com

sobota, 22 czerwca 2013

Rozdział 35

Stało się coś co bardzo mnie zdziwiło, a tak naprawdę dwie rzeczy. Siedziałyśmy sobie z dziewczynami na kanapie, Iga zachowywała się jakoś dziwnie. Naprawdę dziwnie, nie piła, nic nie jadła, była smyutna. W pewnym momencie zobaczył to Łukasz u do nas podszedł.
-co się stało kochanie?-spytał czułym głosem obejmując ją
-Łukasz, czy ty...czy ty myślisz o nas poważnie?
-Iga, oczywiście że tak. Kocham cię i chcę kiedyś mieć z tobą dziecko-powiedział i pocałował ją w policzek.
-tylko, że wiesz to kiedyś będzie już za niecałe osiem miesięcy-powiedziała
-Iga, czy ty...czy ty jesteś w ciąży?-spytał niepewnie.
-tak Łukasz ale nie martw się wiem, że to jest ci teraz nie na rękę, ja...
-hah chłopaki słyszycie!? Niedługo urodzi się młody Piszczu lub Piszczkowa-Łuki skakał jak małe dziecko
-Łukasz czyli ty chcesz tego dziecka?
-jeszcze się pytasz, kochanie dziecko to najwspanialsze co może się przydarzyć w związku, kocham cię
-ja też cię kocham.
Wszyscy zaczęli im grayulować, tylko Robert był nie w sosie.
-co się stało Robercik?
-bo to nie fair, zaraz urodzi się mały Götze, Reus i Piszczek, a kiedy mały Lewandowski?
-oj Robert jeszcze przyjdzie na to czas-pocieszała go Lena
-nie Aniu chodź musimy się już brać za starania-powiedział i wziął swoją dziewczynę na ręcę.
-gościnna jest wolna-krzyknął jeszcze Mario.
-dzięki stary-odkrzyknął mu Lewy
Gdy już zniknęli za drzwiami sypialni zaczęliśmy się śmaiać
-ej, a wyobrażacie sobie Roberta jako ojca?-spytał Reus
-nie, ale ja sobie nie wyobrażam żadnego z was jako ojca, no może tylko Mario-powiedziała Ola
-ee kochanie, a mnie dlaczego sobie nie wyobrażasz?-spytał smutny Reus
-no bo ty to takie dziecko
-ale wiecie co Mario, to jest czasem za bardzo, najbardziej wieczorem. Gdy już chcę iść spać, to nie mogę bo on musi sobie porozmawiać z naszym szkrabem
-oj Lena ale to jest słodkie-powiedziała Iga
-dziękuje za zrozumienie
Po chwili ku naszemu zdziwieniu do saluno weszła Ania
-co tak szybko?-spytał Piszczek
-nic nie zaszło, Lewy śpi, jak chcecie to możecie iść zobaczyć
Takiej okazji nie mogliśmy przegapić, Marco wziął jeszcze po drodze bitą śmietane. Jak się okazało Robert spał naprawdę. Chłopaki wymalowali go śmietaną i wróciliśmy do salonu.

*Marco
Podszedłem do Oli, sidziała sama na kanapie
-zatańczymy-spytałem wyciągając do niej dłoń
-jasne
Akurat leciała wolna piosenka, wtuliliśmy się w siebie i kołysaliśmy w rytm piosenki.
-teraz albo nigdy-pomyślałem
Oderwałem się od niej, chwilę się zawachałem. Ukląkłem przed nią.
-Olu kocham cię, będziemy mieli dziecko, a całkiem zapomnieliśmy o ślubie. Wiem, że nie przykładasz do tego zbytniej wagi, ale chciałbym, żebyś została panią Reus. Olu czy wyjdziesz za mnie?
-Marco ja....ja marzyłam o tym od kiedy cię poznałam. Zgadzam się-powiedziała i rzuciła mi się na szyję
-aa, bo mi zaraz złamiesz kręgosłup-zaśmiałem się
-czy ty właśnie sugerujesz, że jestem gruba
-nie jesteś wręcz idealna, kocham cię
-ja ciebie też
Cały wieczór minął nam w przyjaznej i wesołej atmosferze, no może tylko nie Lewemu, który obudził się rano z niezłym kacem.

I jak wam się podoba? Dla mnie taki nijaki, ale same oceńcie.
Bardzo serdecznie zapraszam na mój nowy blog:
tylko-jeden-blad.blogspot.com

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 34

Mario zaczął dzwonić po swoich kolegów, byli to oczywiście: Marco, Lewy, Łukasz, Sebastian, Santana, Mortiz, Mats, Roman, Sven, Nuri, Kuba, Subotic, Leo i inni. Było więc och spora, wiedziałam, że to będzie pijańska zabawa, zresztą tak kończyła się każda. Postanowiłam, że nie będę się nudziła więc zadzwoniłam po Olkę, Anię, Igę, Cathy i Lisę. A co tam my też urządzimy sobie małe party, tylko niestety ja i Ola bez alkoholu.
-Kochanie jadę po prowiant- krzyknął Mario
-a co już się piwa skończyły?
-nie, ale mamy tylko dwie zgrzewki...
-Mario, ja nie będę cię potem zbierała z podłogi-powiedziałam zirytowałam
-ale kochanie cała drużyna będzie, a ja jak chcesz to mogę nie pić.
-a zrobisz to dla mnie?
-no wiesz....chciałbym opić, że mam syna.
-no dobra ale tylko trzy piwa, kup mi jeszcze żelki, ogórki konserwowe, chrupki paprykowe....-zaczęłam wymieniać. Mario chyba się załamał.
-ale kochanie ty to wszystko zjesz?-spytał zdziwiony
-nie ale wiesz, ja i Ola mamy teraz zachcianki, a poza tym dziewczyny przyjdą
-dobrze, kupię wam wszystko, a teraz lecę bo już za dwie godziny wszyscy przyjdą.
Mario wyszedł, a ja poszłam na górę się szykować. Nie wiedziałam co mam wybrać, teraz w ósmym miesiącu ciąży jest bardzo trudno coś wybrać. W końcu zdecydowałam się na luźną czarną sukienkę i to tego czerwone lakierowane szpilki. Jeszcze tylko kilka dodatków. Włosy spiełam w kok.
2 godziny później
-no to jak opijamy-krzyknął jak mi się zdawało mój kuzynek Łukaszek.
-no jasne.
-nie no chłopaki nie spijcie mi go zbytnio, proszę-zwróciłam się do niego
-no ale Lena to będzie chłopak, narodzi nam się nowy gracz BvB-powiedział Lewy
-oj Lewusku, a jak by była dziewczynka to też byście tak opijali?
-no oczywiście, że tak.
My z dziewczynami urzędowałyśmy sobie daleko od salonu, tak chłopcy cały czas krzyczeli, alkohol lał się litrami. Gdy już nam się znudziło, a ja i Ola zjadłyśmy wszystkie ogórki, postanowiłyśmy do nich iść.
Tam Robert jak zwykle odwalał jakieś przypały, a teraz taki:
-o nie, o nie-darł się Lewy
-co się stało?
-usiadłem na Franku- płakał, widać było, że już jest wstawiony
-jakim Franku?
Wtedy Lewy pokazał na słodką bułkę z budyniem, ten budyń wyglądał dość dziwnie. Wylał się na boki bułki. Robert zaczął ją jeść.
-nie Franiu żyj- zaczął krzyczeć
-ale Robert ty zaraz go zjesz-zwróciłam się do niego
-NIe !!!!!!!! Wtedy Lewy się przewrócił i bułka wypadła na dywan, oczywiście był on cały w mazi.
-nie mój dywan-krzyknęłam

Tego wieczoru stało się coś czego nigdy bym się nie spodziewała, a tak naprawdę dwie rzeczy...

Zapraszam na mój nowy blog:  http://tylko-jeden-blad.blogspot.com/ bardzo proszę o szczere opinie.
Dacie radę 12 komentarzy na następny ?

środa, 19 czerwca 2013

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 33 część pierwsza

Mieliśmy właśnie wychodzić, jednak pewne wydarzenie nas zatrzymało. Chodziło o Mario.....Maszyna, która pokazywała bicie jego serce zaczęła pracować szybciej. Wszyscy zamarliśmy, każdy chciał wiedziec o co chodzi. Wzięłam go za rękę. -już dobrze kochanie-szepnęłam Nagle poczułam, jak ktoś zaciśnia mój ucisk, jakby ktoś brał mnie za rękę. Spojrzałam na twarz Mario. Jego powieki leciutko zadrgały i zaczęły się powoli otwierać. To znaczyło, że sie obudzi! Tak obudził się nareszcie! Spojrzał na mnie, chyba chciał się uśmiechnąć, jednak po chwili zrozumiał, że wszystko go boli.
-Lena....
 -tak kochanie to ja, jestem przy tobie.
 Zaraz przyszedł lekarz i zabrał piłkarza na kilka badań, a ja siedziałam i czekałam tylko na niego. Wszyscy już poszli, tak bardzo chce się nim nacieszyć. W końcu go przywieźli na wózku inwalidzkim i usadowili na łóżku, ja usiadłam obok niego na krzesełku. Nie mogłam się powstrzymać, musiałam go pocałować. To był impuls. Przybliżyłam wargi do jego ust i lekko je musnęłam. Tak bardzo mi tego brakowało przez te kilka dni.
-tęskniłam-szepnęłam splatając moje palce z jego
-też tęskniłem, nawet nie wiem jak bardzo. Jednak wierzyłem, że jesteś tuż obok mnie-mówiąc to wpatrywał się w moje tęczówki, w pewnym momęcie dotknał ręką mój brzuszek. -hej maleństwo, tatus już jest przy tobie.
 *Marco Jutro mamy z Olą wypis ze szpitala i mamy wracać do Niemiec, może to właśnie tak sobie wszystko przypomnę. Nie chciałem nic mówić dziewczynie, ale ja czuje, że zakochałem się w niej ponownie. Może te uczucia nie są takie jak poprzednio, ale zakochałem się w niej. Chcę sprubować z nią żyć, zalorzyć rodzinę. Może to był taki prezent od losu abym zaczął wszystko od początku. Siedziałem teraz w swojej sali i wpatrywałem się w dziewczynę. Potrzedłem do jej łóżka, usiadłem. Ona spojrzała na mnie z ciekawością. Przybliżyłem się do niej. Następnie pocałowałem. To było coś niezwykłego, chciałem więcej, całowałem coraz bardziej zachłanniej. Nie mogłem się pochamować, sprawiało mi to przyjemność. Nagle przed oczami pojawił mi się jakiś obraz, byłem na nim ja i właśnie Ola. Siedzieliśmy najakiejś polanie pod trzewiem, ona trzymała głowe na moim ramieniu, zacząłem całować ją po szyi, następnie się na niej połorzyłem chciałem zdejmować z niej sukienkę, jednak ona mnie obepchnęła,
-nie teraz Reus-szepnęła. 

-Marco, coś nie tak?
-nie, ja chyba właśnie odzyskałem pamięć-krzyknąłem

Dodaję w wasze ręcę kolejny, tak naprawdę to tylko jego połowę. Mam nadzieję, że nie przynudziłam.
Część dwa dodam jeśli pod tym postem będzie 10 komentarzy :P


Zaczarowani