-Mario uważaj-krzyknęłam ale chyba było już za późno, wpadliśmy w poślizg.
-Lena, nie mogę zatrzymać tego auta, pamiętaj kocham cię-chciał zapanować nad samochodem ale bez skutecznie
-też cię kocham-szepnęłam gdy uderzyliśmy w drzewo, złamało się, a szybs pękła. Więcej nie pamiętam, zemdlałam.
Szpital gdzieś w Polsce
-Panie doktorze co z naszymi przyjaciółmi-dopytywał się Robert
-pani Lena miała spore szczęście, nic strasznego się nie wydarzyło, dziecko żyje. Pani Terakowska też już czuje się dobrze, dziecko również, ma tylko sporo zadrapań i siniaków. Najgorzej jest z panami. Marco miał wstrząs mózgu, wybity palec. Mario ucierpiał w tym wypadku najbardziej, teraz jest w śpiączce, nie możemy go obudzić.
-ile ta śpiączka może potrwać?- spytała Ania
-tego nikt nie wie, tydzień, miesiąc, kilka miesięcy. O tym zadecyduje organizm.
-możemy wejść do któregoś z nich?
-teraz jest to tylko możliwe w przypadku pani Oli i Leny, sala 10
-oczywiście.
*Lena
Otworzyłam oczy, początkowo oślepiło mnie światło. Byłam w małej sali w jakimś szpitalu. Obok mnie leżała moja przyjaciółka. Chciałam wstać, ruszyć ręką ale uniemożliwiły mi to kable, które były przymocowane do mojego ciała. Odruchowo spojrzałam na swój brzuch, naszczęście wszystko było w porządku. Powoli odtwarzałam ostatnie sceny. Wpadliśmy w poślizg i uderzyliśmy w drzewo, a potem znalazłam się tutaj. Zadawałam sobie wiele pytań, jednak najbardziej interesowało mnie co z moim Mario, czy żyje, w jakim jest stanie. Usłyszałam, że ktoś przesuwa szklane drzwi i wchodzi do pomieszczenia, był to Łukasz
-Lenka, wszystko już dobrze-potrzedł do mnie i chwycił za rękę, którą gwałtownie odsunął gdy zobaczył wszystkie kable.
-Łukasz gdzie jest Mario, co z nim, czy on żyje?
-tak żyje-powiedział smutnym głosem
-muszę do niego iść-powiedziałam stanowczo
-nie możesz, nie teraz
-ale dlaczego, co mu się stało?-spytała jednak chłopak jej nie odpowiedział
-Łukasz co z Mario?
-on jest w szpiączce, nie możesz teraz do niegomwejść ,jesteś za słaba
-ale ja muszę
-nie, musisz tutaj zostać-powiedział i wyszedł z sali
Ja nie mogłam tutaj tak bezczynnie siedzieć, musiałam go zobaczyć. Wstałam bardzo powoli, nie zważając na ból. Wyszłam na korytarz, nikogo tam nie było. Zaczęłam szukać sali mojego ukochanego, był w sali numer 12. Weszłam tam, leżał sam. Był taki blady i bezbronny, poczułam, że przeszywa mnie przerażający ból, moja miłość tak bardzo cierpi. Tak bardzo chciałabym z nim teraz porozmawiać, przytulić. Pozostało mi jednak tylko usiąść obok niego na krześle. Złapałam go za rękę.
-Tsk bardzo cię kocham, nie możesz się poddać, nie możesz nas zostawić-powiedzałam, następnie złorzyłam pocałunek na jego subtelnych wargach.
-co pani tutaj robi, musi pani odpoczywać-powiedział lekarz, który przyszedł zobaczyć co u Mario
Odpowiedziła mu tylko głucha cisza
-miech pani wstaje, musi pani iść do swojej sali-upomniał mnie
-nie ja muszę tutaj zostać, proszę-powiedziałam cała zapłakana.
-jutro panią przeniesiemy tytaj, a teraz proszę za mną-podał mi rękę, musiałam się zgodzić. Wstałam, jednak po chwili leżałam na ziemi, znowu zemdlałam.
Było osiem komentarzy więc dodaje kolejny, znowu nie udany rozdział. Dziękuje wam, że komentujecie te moje nie wiadomo co. Jak będzie dziewięć komentarzy kolejny dodam jutro, z jak nie będzie to w środę.
Życzę miłego wieczoru, Natalia
Młoda dziewczyna, która przeżyła w swoim życiu wiele tragedii, jednak gdy poznaje pewnego chłopaka jej życie się zmieni. Na lepsze? Tego jeszcze nikt nie wie
niedziela, 9 czerwca 2013
Rozdział 28
Będąc w polskich górach nie wypada nie odwiedzić Zakopanego. Dortmundzcy przyjaciele zostawili sobie to właśnie miasto na przedostatni dzień ich tygodniowych wakacji.
-no to słuchajcie może zaczniemy od Krupówek, potem Wielka Krokiew, a na koniec dobry obiad-zaproponował Piszczu
-ok-przystali na jego propozycię towarzysze.
Porobili sobie zdjęcia z różnymi ludżmi poprzebieranymi za dzikie stwory, oczywiście nie odbyło się bez autografów i zdjęć do których chłopcy chętnie oozowali. Zdarzyło się też coś co bardzo zdziwiło Lene, a oto ta sytuacja:
-przepraszam czy mogę prosić panią o autograf i zdjęcie?- spytała ją młoda nastolatka o ciemnych lokach
-mnie?-dopytywała się zdziwiona Lenka
-tak, jeśli to nie kłopot. Jest pani bardzo znaną osobą, chodzi pani z piłkarzem, ale to nie jest istotne. Pisze pani świetne artykuły i jest pani wzorem do naśladowania dla wielu nastolatek. Ma pani wiele fanpage'ów.
-łał powiem ci, że trochę się zdziwiłam, nie wiedziałam, że ktoś traktuje mnie jak wzór do naśladowania. To jak robimy to zdjęcie?
Dziewczyny zapozowały do zdjęcia, które zrobiła im Olka, następnie wielbicielka Leny wyjęła jeszcze zeszycik gdzie nażeczona Mario się wpisała, grzecznie podziękowała i odeszła.
-no kochanie muszę ci pogratulować, twój pierwszy autograf-powidział Mario
-szczerze to się trochę tym zdziwiłam, ale jest mi bardzo mi miło
Gdy już zwiedzili popularną ulicę w Zakopanym poszli zobaczyć Wielką Krokiew. Kupili bilety i wjechali na samą górę.
-patrzcie będę jak Adam Małysz-powiedział Robert, który właśnie siadał na miejscu gdzie skoczkowie przygotowywują się do skoku.
-ej proszę pana tam nie można wchodzić-powiedział ochroniarz i wyszedł z miotłą, poszedł w stronę Robert
Lewy zaczął uciekać, wyglądało to dosyć śmiesznie, piłkarz borussi ucieka, a tamten go goni miotłą.
-niech się pan zlituje, ja nie chcę do więzienia-wył Lewusek
-dobra ale teraz zmaitajcie z tąd na dół
posłusznie wykonaliśmy jego polecenie, nie ma co ten Robert to wszędzie zrobi jakiś przypał.
Następny dzień *Lena
Za chwilę jedziemy już do domu, chłopaki pokują bagarze do samochodów, a ja z dziewczynami robimy prowiant na drogę. Trzeba było przyznać, że było tego dość dużo, no ale wiadomo, jak chłopcy zaczną jeść to na jednej kanapce nie przystaną. Ogarneliśmy jeszcze trochę w domu i ruszyliśmy w drogę oowrotną. W naszym aucie kierował Mario, a u Polaków Łukasz. Droga strasznie mi się dłużyła, było już ciemno, asfald był śliski, już powoli zasypiałam. Poczułam jednak, że samochów dziwnie skręcił, jechaliśmy wprost na drzewo.
-Mario uwarzaj-krzyknęłam, jednak chyba było już za późno, wpadliśmy w poślizg.
*************************************
Krótki i bez jakiego kolwiek sensu, strasznie mi się nie podoba, ale był pisany na szybko. Chciałam jeszcze coś dzisiaj dodać. Następny może być nawet dzisiaj jeśli będzie 8 komentarzy. Pozdrawiam
sobota, 8 czerwca 2013
Rozdział 27
Był już wieczór, a im się nudziło więc postanowili zagrać w butelkę. Jak to u nich było normalne grali na szczerość i odwagę, a nie jak młode dzieciaki na całowanie, to znaczy kiedyś się i pocałunki zdarzały ale jak jeszcze nie byli parami. Zawarli więc umowę, że tego typu rzeczy nie będzie, oczywiście zaproponował to Mario, który nie chciał, żeby jego ukochana całowała się z kimś innym.
-no to ja chcę zaczynać krzyknął Lewy
-oj Lewusku, Lewusku niech ci będzie-zadecydował Piszczek
Robert zaczął kręcić pustą butelką po jakimś trunku, wypadło na Mario.
-nie! Dlaczego mnie taki los spotyka!?-krzyknął młody niemiec
-no więc Götze, szczerość czy odwaga?
-szczerość
-ok, ale to mam być szczere. Czy odkąd jesteś z Leną oglądasz się za innymi kobietami, na przykład modelkami. Nie mówię, że ją zdradzasz.
-czasem mi się zdarza, ale dotąd nie widziałem piękniejszej od mojej Lenki. Wszystkie modelki mogą się schować
-oh ty mój słodziaku-powiedziała, a następnie przytuliła go nażeczona
-no widzisz, a ty jesteś dla mnie taka niedobra
-już nie będę, no dobra kręć kochanie.
Götze zakręcił, padło na Marco
-pytanie czy zadanie?
-zadanie-odpowiedział pewny piłkarz
-no więc dzisiaj spędzisz noc w kabinie prysznicowej, nie siadaj bo jak zobaczę to będzie kara.
Nie no takiego zadania to się chyba nikt nie spodziewał.
-ale...ale ja nie chcę-marudził Reus
-przykro mi sam chciałeś zadanie, a teraz kręć.- chłopak zakręcił padło na Igę, wybrała zadanie. Niemiec kazał jej przez całą noc piec ciasta, Mario musiał spać w fotelu, z Lena na jego kolanach. Ania miała poprać wszystkie brudne rzeczy, Robert musiał stać całą noc przed domem, Łukasz miał pomagać Idze. Ola miała najlepiej, wylosował ją Marco i kazał jej iść do sypialni się położyć.
Następnego dnia *Lena
Powoli się przebudzałam, nie było mi zbyt wygodnie. A no tak, spałam na kolanach u Mario, ciekawe jak mu się spało z dodatkowym ciężarem na nogach. Postanowiłam wstać, poszłam do kuchni gdzie krzątała się Iga. Na kuchennym blacie leżała sterta ciast, a teraz wyjmowała kolejne z piekarnika.
-hej Iguś
-hej, ale jestem padnięta. Jesteś może głodna?
-nie ale z chęcią zjem trochę tego ciasta, a ty idź spać.
-ok.
Kiedy Terakowska już się posiliła poszła zobaczyć co u Ani i Marco, weszła do łazienki. Wszystkie brudne rzeczy były poprane, a Reus spał w kabinie.
-Marco-dotknęła jego ramienia, a ten się gwałtownie obudził
-Marco możesz iść już się przespać do sypialni
-wybawczyni moja, już idę-powiedział uradowany, widać było, że go nogi bolały bo ledwo szedł na górę po schodach.
-dobra zastał jeszcze Lewy, wyszła przed dom. Widok jaki zobaczyła był dość dziwny, Robert stał oparty o dom i trzymał sobie rękoma powieki żeby tylko się nie zamknęły.
-Lewy chodż do Ani-powiedziała i pomogła dojść do sypialni. Potem sama udała się do swojej, spatkała tam Mario, który znajdował się w krainie snu, postanowiła do niego dołączyć.
Tak minął im yen dzień, schodzili tylko gdy ktoś był głodny, albo znudziło mu się spanie
**********************************
Ten rozdział jest bez jakiego kolwiek sensu, nie zdziwię się jeśli nie będzie żadnego komentarza. życzę udanej soboty i pozdrawiam
-no to ja chcę zaczynać krzyknął Lewy
-oj Lewusku, Lewusku niech ci będzie-zadecydował Piszczek
Robert zaczął kręcić pustą butelką po jakimś trunku, wypadło na Mario.
-nie! Dlaczego mnie taki los spotyka!?-krzyknął młody niemiec
-no więc Götze, szczerość czy odwaga?
-szczerość
-ok, ale to mam być szczere. Czy odkąd jesteś z Leną oglądasz się za innymi kobietami, na przykład modelkami. Nie mówię, że ją zdradzasz.
-czasem mi się zdarza, ale dotąd nie widziałem piękniejszej od mojej Lenki. Wszystkie modelki mogą się schować
-oh ty mój słodziaku-powiedziała, a następnie przytuliła go nażeczona
-no widzisz, a ty jesteś dla mnie taka niedobra
-już nie będę, no dobra kręć kochanie.
Götze zakręcił, padło na Marco
-pytanie czy zadanie?
-zadanie-odpowiedział pewny piłkarz
-no więc dzisiaj spędzisz noc w kabinie prysznicowej, nie siadaj bo jak zobaczę to będzie kara.
Nie no takiego zadania to się chyba nikt nie spodziewał.
-ale...ale ja nie chcę-marudził Reus
-przykro mi sam chciałeś zadanie, a teraz kręć.- chłopak zakręcił padło na Igę, wybrała zadanie. Niemiec kazał jej przez całą noc piec ciasta, Mario musiał spać w fotelu, z Lena na jego kolanach. Ania miała poprać wszystkie brudne rzeczy, Robert musiał stać całą noc przed domem, Łukasz miał pomagać Idze. Ola miała najlepiej, wylosował ją Marco i kazał jej iść do sypialni się położyć.
Następnego dnia *Lena
Powoli się przebudzałam, nie było mi zbyt wygodnie. A no tak, spałam na kolanach u Mario, ciekawe jak mu się spało z dodatkowym ciężarem na nogach. Postanowiłam wstać, poszłam do kuchni gdzie krzątała się Iga. Na kuchennym blacie leżała sterta ciast, a teraz wyjmowała kolejne z piekarnika.
-hej Iguś
-hej, ale jestem padnięta. Jesteś może głodna?
-nie ale z chęcią zjem trochę tego ciasta, a ty idź spać.
-ok.
Kiedy Terakowska już się posiliła poszła zobaczyć co u Ani i Marco, weszła do łazienki. Wszystkie brudne rzeczy były poprane, a Reus spał w kabinie.
-Marco-dotknęła jego ramienia, a ten się gwałtownie obudził
-Marco możesz iść już się przespać do sypialni
-wybawczyni moja, już idę-powiedział uradowany, widać było, że go nogi bolały bo ledwo szedł na górę po schodach.
-dobra zastał jeszcze Lewy, wyszła przed dom. Widok jaki zobaczyła był dość dziwny, Robert stał oparty o dom i trzymał sobie rękoma powieki żeby tylko się nie zamknęły.
-Lewy chodż do Ani-powiedziała i pomogła dojść do sypialni. Potem sama udała się do swojej, spatkała tam Mario, który znajdował się w krainie snu, postanowiła do niego dołączyć.
Tak minął im yen dzień, schodzili tylko gdy ktoś był głodny, albo znudziło mu się spanie
**********************************
Ten rozdział jest bez jakiego kolwiek sensu, nie zdziwię się jeśli nie będzie żadnego komentarza. życzę udanej soboty i pozdrawiam
środa, 5 czerwca 2013
Rozdział 26
Następnego dnia najwcześniej wstał Mario, nie chciał budzić Leny ani towarzystwa więc wstał bardzo ostrożnie. Niestety niechcący szturchnął ukochaną, trzeba jednak przyznać że ma ona bardzo mocny sen, bo nawet nie mrugnęła. Wziął szybki, zimny prysznic na rozbudzenie i poszedł do kuchni robić śniadanie. Chciał się jakoś zrekompensować dziewczyną za wczoraj, tak je olali, ale to przez ten mecz. Jednak i tak było mu głupio, postanowił zrobić naleśniki, nie oszukujmy się on umiał robić tylko to. Zaczął robić ciasto, następnie rozgrzał patelnię i zaczął smarzenie. Została tylko dekoracja, a więc miał sos czekoladowy i truskawkowy, a do tego bitą śmietanę. Dla Lenki postanowił zrobić w kształcie serduszka, w środku napisał sosem "dla mojej ukochanej", a obok zrobił wieżyczki ze śmietany. W końcu wszyscy już wstali i zeszli na dół. To zdziwienie na ich twarzach kiedy zobaczyli kto zrobił śniadanie.
-to nie sprawiedliwe, Lena ma taki fajny-marudził Robert
-Robercik zazdrosny o Mario-zakpił Marco
-yy nie o Mario tylko o naleśniki, a moim misiem jest i tak Lena i Łukasz-zaśmiał się Lewy.
-co robimy po śniadanku?
-ja to bym poszła nad jakieś jeziorko-powiedziała Ania
-niedaleko tutaj jest takie jedno, dziewczyny mogą się poopalać, a my chłopaki możemy pożyczyć kajaki i sobie wyscigi zrobić-oznajmił Piszczu.
-ja tam chętnie pójdę-powiedziała Terakowska
-ja też
-no to idziemy się szykować i spotykamy się tutaj za 20 minut.
-ok
O wyznaczonym czasie wszyscy zeszli już do salonu tylko Roberta nigdzie nie było, w końcu zszedł oo jakiś 5 minutach ubrany w kompielówki i śmieszny kapelusz. Chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-No co się śmiejecie, nie chcę dostać udaru-powiedział Lewy i strzelił focha z przytupem.
-oj Lewusku nie gniewaj się, powiem ci że w tym nakryciu wyglądasz bardzo gustownie-powiedział Mario -kpij sobie ze mnie kpij, ale zobaczymy kto potem będzie cie zbierał z ręcznika jak udaru dostaniesz-skwitował Lewy i poszedł zakładać buty. Droga na jeziorko prowadziła przez mały, uroczy lasek, który naszczęście był dobrze oznakowany. Wokót trasy turystycznej rosły wysokie drzewa, rozległe kępy krzaków i kwiaty i różnobarwnych kolorach.
W końcu doszli do upragnionego miejsca, dziewczyny rozłożyły na trawie ręczniki, zdjęły ubrania i zostały w samych strojach kąpielowych. Chłopcy zaś poszli wypożyczyć kajaki, mieli zrobić wyścigi. Mario z Łukaszem w jednym, a w drugim Marco i Lewy. Dziewczyny kibicowały swoim partnerom, Lenka miała im sędziować
-no dobra chłopcy na trzy. Raz...dwa...trzy start !!!-krzyknęła, a chłopcy zaczęli swoje wyścigi. Początkowo prowadził Reus i Lewandowski jednak po chwili pozostali dwaj wzięli się do roboty, nadgonili straty i w końcu wyszło na to, że wygrali.
-tak nasi chłopcy najlepsi!-krzyczała Terakowska wraz z Igą.
-no kochanie co dostanę za taką piękną wygraną- zwrócił się Goetze do narzeczonej.
-a co byś chciał?-spytała
-ty wiesz co ja bym chciał-powiedział przytulając się do jej pleców.
-nie no ja mam nadzieję, że nasz maluszek nie odziedziczy po tobie tego zapędu w niektórych sprawach.
-no ale kochanie ja mam usprawiedliwienie-powiedział całując jej szyję
-doprawdy, jakie?
-no jak ma się taką piękną narzeczoną to jak mam nie mieć zapędów?
-no jakiś ty biedny kochanie-zakpiła z piłkarza
-no właśnie, więc teraz możemy udać się do naszego pokoju i zająć się sobą
-co masz na myśli w zajmowaniu się sobą?- dopytywała się jakby go nie znała i nie wiedziała o co chodzi
-no wiesz...-powiedział i zaczął ją gilgotać po brzuchu.
-hahaha....czemu mnie tak ukarałeś Boże i zesłałeś na moją drogę takiego...-w tym momencie spojrzała na niemca
-ale i tak mnie kochasz
-sama się sobie dziwię-powiedziała i pocałowała go w policzek
-więc jak dostanę swoją nagrodę, moja propozycja jest dalej aktualna-powiedział i spojrzał na nią z nadzieją.
-niech się zastanowię-udawała, że nie może się zdecydować-wiesz twoja propozycja jest wspaniała ale nie zgadzam się na nią, w nagrodę możesz mi posmarować plecki i zrobić ten swój masaż bo mnie tak plecy bolą.
-no dobra, dobra.
Dziewczyna położyła się na kocu na brzuchu, a jej ukochany Mario zaczął wcierać jej w plecy krem do opalania i przy tym masować.
-mmm....kochanie świetnie, nie przestawaj.-wymruczała
-nie przestaję, nie jestem taki jak ty.
Jakąś godzinę później
-to jak zbieramy się już?-spytał Łukasz
-no już możemy się zbierać, a potem na jakiś obiad?
-jasne, znam tu taką fajną karczmę
Nasza ferajna zmierzała w stronę swojego domku, nagle Mario wypatrzył jakiś krzaczek z owocami. Już chciał spróbować, ale na szczęście Iga go powstrzymała
-Mario nie jedź tego!
-ale dlaczego, przecież to są jagody.-upierał się
-nie to nie są jagody, wiem bo byłam w harcerstwie w młodości i tam nas uczyli takich rzeczy
-uf to dobrze, że mnie ostrzegłaś bo by po mnie było i nigdy nie zobaczyłbym mojego syna-uśmiechnął się uroczo
-syna?-spytała Lena
-tak, ja chcę syna
-na złość urodzę ci córeczkę-powiedziała pewna
-jeszcze zobaczymy-skwitował Mario
Doszli do domu, przebrali się i pojechali na obiad, zamówili sobie różne góralskie dania. Były przepyszne, chociaż musieli długo czekać, a Lewy jak to Lewy musiał zrobić jakiś odpał. Gdy podeszła do nich jedna kelnerka powiedział do niej:
-wie pani kim ja jestem?
-nie...niestety nie-takiej odpowiedzi nikt się nie spodziewał
-jestem wielki i boski Robert Lewandowski, a to piłkarze Bundersligi i nasze partnerki, a wy karzecie nam tyle czekać?!
-ja...ja przepraszam, już podaję-powiedziała i odeszła od naszego stolika
-widzicie, tak załatwia się sprawy-powiedział Robert, a my się zaśmieliśmy.
Po obiedzie pojechaliśmy do domu, był już wieczór, nudziło im się wiec postanowili....
___________________________________________________________________
No i mamy już 26 rozdział, dziękuje za wszystkie komentarze. Nie wiem czy u was też pada taki deszcze, ale ja dzisiaj trochę zmokłam jak wracałam ze szkoły. Jutro jadę na wycieczkę, więc następny rozdział dodam koło soboty, tak samo na drugim blogu gdzie serdecznie zapraszam lawkaktorazmieniazycie.blogspot.com
-to nie sprawiedliwe, Lena ma taki fajny-marudził Robert
-Robercik zazdrosny o Mario-zakpił Marco
-yy nie o Mario tylko o naleśniki, a moim misiem jest i tak Lena i Łukasz-zaśmiał się Lewy.
-co robimy po śniadanku?
-ja to bym poszła nad jakieś jeziorko-powiedziała Ania
-niedaleko tutaj jest takie jedno, dziewczyny mogą się poopalać, a my chłopaki możemy pożyczyć kajaki i sobie wyscigi zrobić-oznajmił Piszczu.
-ja tam chętnie pójdę-powiedziała Terakowska
-ja też
-no to idziemy się szykować i spotykamy się tutaj za 20 minut.
-ok
O wyznaczonym czasie wszyscy zeszli już do salonu tylko Roberta nigdzie nie było, w końcu zszedł oo jakiś 5 minutach ubrany w kompielówki i śmieszny kapelusz. Chłopcy wybuchnęli śmiechem.
-No co się śmiejecie, nie chcę dostać udaru-powiedział Lewy i strzelił focha z przytupem.
-oj Lewusku nie gniewaj się, powiem ci że w tym nakryciu wyglądasz bardzo gustownie-powiedział Mario -kpij sobie ze mnie kpij, ale zobaczymy kto potem będzie cie zbierał z ręcznika jak udaru dostaniesz-skwitował Lewy i poszedł zakładać buty. Droga na jeziorko prowadziła przez mały, uroczy lasek, który naszczęście był dobrze oznakowany. Wokót trasy turystycznej rosły wysokie drzewa, rozległe kępy krzaków i kwiaty i różnobarwnych kolorach.
W końcu doszli do upragnionego miejsca, dziewczyny rozłożyły na trawie ręczniki, zdjęły ubrania i zostały w samych strojach kąpielowych. Chłopcy zaś poszli wypożyczyć kajaki, mieli zrobić wyścigi. Mario z Łukaszem w jednym, a w drugim Marco i Lewy. Dziewczyny kibicowały swoim partnerom, Lenka miała im sędziować
-no dobra chłopcy na trzy. Raz...dwa...trzy start !!!-krzyknęła, a chłopcy zaczęli swoje wyścigi. Początkowo prowadził Reus i Lewandowski jednak po chwili pozostali dwaj wzięli się do roboty, nadgonili straty i w końcu wyszło na to, że wygrali.
-tak nasi chłopcy najlepsi!-krzyczała Terakowska wraz z Igą.
-no kochanie co dostanę za taką piękną wygraną- zwrócił się Goetze do narzeczonej.
-a co byś chciał?-spytała
-ty wiesz co ja bym chciał-powiedział przytulając się do jej pleców.
-nie no ja mam nadzieję, że nasz maluszek nie odziedziczy po tobie tego zapędu w niektórych sprawach.
-no ale kochanie ja mam usprawiedliwienie-powiedział całując jej szyję
-doprawdy, jakie?
-no jak ma się taką piękną narzeczoną to jak mam nie mieć zapędów?
-no jakiś ty biedny kochanie-zakpiła z piłkarza
-no właśnie, więc teraz możemy udać się do naszego pokoju i zająć się sobą
-co masz na myśli w zajmowaniu się sobą?- dopytywała się jakby go nie znała i nie wiedziała o co chodzi
-no wiesz...-powiedział i zaczął ją gilgotać po brzuchu.
-hahaha....czemu mnie tak ukarałeś Boże i zesłałeś na moją drogę takiego...-w tym momencie spojrzała na niemca
-ale i tak mnie kochasz
-sama się sobie dziwię-powiedziała i pocałowała go w policzek
-więc jak dostanę swoją nagrodę, moja propozycja jest dalej aktualna-powiedział i spojrzał na nią z nadzieją.
-niech się zastanowię-udawała, że nie może się zdecydować-wiesz twoja propozycja jest wspaniała ale nie zgadzam się na nią, w nagrodę możesz mi posmarować plecki i zrobić ten swój masaż bo mnie tak plecy bolą.
-no dobra, dobra.
Dziewczyna położyła się na kocu na brzuchu, a jej ukochany Mario zaczął wcierać jej w plecy krem do opalania i przy tym masować.
-mmm....kochanie świetnie, nie przestawaj.-wymruczała
-nie przestaję, nie jestem taki jak ty.
Jakąś godzinę później
-to jak zbieramy się już?-spytał Łukasz
-no już możemy się zbierać, a potem na jakiś obiad?
-jasne, znam tu taką fajną karczmę
Nasza ferajna zmierzała w stronę swojego domku, nagle Mario wypatrzył jakiś krzaczek z owocami. Już chciał spróbować, ale na szczęście Iga go powstrzymała
-Mario nie jedź tego!
-ale dlaczego, przecież to są jagody.-upierał się
-nie to nie są jagody, wiem bo byłam w harcerstwie w młodości i tam nas uczyli takich rzeczy
-uf to dobrze, że mnie ostrzegłaś bo by po mnie było i nigdy nie zobaczyłbym mojego syna-uśmiechnął się uroczo
-syna?-spytała Lena
-tak, ja chcę syna
-na złość urodzę ci córeczkę-powiedziała pewna
-jeszcze zobaczymy-skwitował Mario
Doszli do domu, przebrali się i pojechali na obiad, zamówili sobie różne góralskie dania. Były przepyszne, chociaż musieli długo czekać, a Lewy jak to Lewy musiał zrobić jakiś odpał. Gdy podeszła do nich jedna kelnerka powiedział do niej:
-wie pani kim ja jestem?
-nie...niestety nie-takiej odpowiedzi nikt się nie spodziewał
-jestem wielki i boski Robert Lewandowski, a to piłkarze Bundersligi i nasze partnerki, a wy karzecie nam tyle czekać?!
-ja...ja przepraszam, już podaję-powiedziała i odeszła od naszego stolika
-widzicie, tak załatwia się sprawy-powiedział Robert, a my się zaśmieliśmy.
Po obiedzie pojechaliśmy do domu, był już wieczór, nudziło im się wiec postanowili....
___________________________________________________________________
No i mamy już 26 rozdział, dziękuje za wszystkie komentarze. Nie wiem czy u was też pada taki deszcze, ale ja dzisiaj trochę zmokłam jak wracałam ze szkoły. Jutro jadę na wycieczkę, więc następny rozdział dodam koło soboty, tak samo na drugim blogu gdzie serdecznie zapraszam lawkaktorazmieniazycie.blogspot.com
niedziela, 2 czerwca 2013
Liebster Award
Bardzo dziękuje nominację, jest ona pierwszą odkąd prowadzę tego bloga, dziękuje autorce bloga agaikubastory.blogspot.com
Pytania od Zuzu Błaszczykowskiej:
1.Ulubiony klub piłkarski ?
2.Ulubiony sportowiec ?
3. Jak masz na imię ?
4. Skąd jesteś ?
5.Największe marzenie?
6.W jakim kraju chcesz dalej mieszkać ?
7.Co musi mieć twój przyszły mąż ?
8.Wolałabyś córeczkę czy synka ?
9.Najładniejsze imię piłkarza ?
10.Dlaczego zaczęłaś pisać bloga ?
11.Jaki zawód chcesz mieć w przyszłości ?
Moje odpowiedzi:
1. Borussia Dortmund <3
2.Ulubiony sportowiec ?
3. Jak masz na imię ?
4. Skąd jesteś ?
5.Największe marzenie?
6.W jakim kraju chcesz dalej mieszkać ?
7.Co musi mieć twój przyszły mąż ?
8.Wolałabyś córeczkę czy synka ?
9.Najładniejsze imię piłkarza ?
10.Dlaczego zaczęłaś pisać bloga ?
11.Jaki zawód chcesz mieć w przyszłości ?
Moje odpowiedzi:
1. Borussia Dortmund <3
2.Marco Reus, Mario Goetze i Łukasz Piszczek.
3.Natalia
4.Z Garwolina, opodal Warszawy
5.Chciałabym poznać całą Borussię
6.W Niemczech
7.Poczucie humoru, cierpliwość żeby mógł ze mną wytrzymać i musi akceptować moje wady i aspiracje.
8.synka
9.Marco <3
10.Miałam poważny problem w swoim życiu, to właśnie oglądanie meczy Borussi
wyciągnęło mnie z doła i chciałam pokazać, że są dla mnie wzorem pisząc
bloga.
11.Dziennikarka sportowa.
Nominowani przeze mnie:
http://wsrodkuserc.blogspot.com
http://wiezienswojegotalentu.blogspot.com
http://meinlebenistscheibe.blogspot.com/
http://bvbstory.blogspot.com/
http://krok-w-strone-lepszego-zycia.blogspot.com/
http://m-i-marianna.blogspot.com/
http://rozabezkolcow-bvb.blogspot.com/
http://lewy-go-away.blogspot.com/2013/05/wspomnienie.html
http://zakochaniwdortmundzie.blogspot.com/
http://opowiadanieoborussidortmund.blogspot.com/
http://ona-i-on-na-zawsze-razem.blogspot.com/
Moje pytania
1. Dlaczego piszesz bloga?
2.Dla jakiej drużyny bije twoje serce ?
3.Jak masz na imię ?
4.Skąd jesteś ?
5.Co jest twoim największym marzeniem?
6.Kto jest twoim największym autorytetem ?
7.Kim chciałabyś być w przyszłości?
8.Największa wada, której w sobie nie lubisz?
9.Ulubiony sportowiec?
10.Co lubisz robić w wolnym czasie?
11.Ulubiony przedmiot w szkole?
Jeśli już odpowiecie na moje pytania, napiszcie informację pod tym postem
Rozdział 25
-Mario mamy problem, brakuje nam paliwa, a tutaj stacii nie widziałem stacji od jakiś 60 kilometrów.
-no to rzeczywiście mamy problem, a jeszcze ta burza i ulewa. Na ile wam kilometrów zostanie tego paliwa?
-nie wiem może tak na jakieś 25 góra 30.
-wiesz to może tutaj po drodze będzie jakaś stacja albo jakiś hotel to się zatrzymamy i najwyżej jutro pojedziemy po to paliwo.
-ok, to miejmy nadzieję, że jakiś się po drodze znajdzie, do usłyszenia-powiedział Robert.
-do usłyszenia.
-Mario kochanie co się stało?-spytała Lena, która właśnie wróciła z krainy snów.
-nic mała, tylko chyba będziemy się musieli zatrzymać w jakimś zajeździe bo tamte wywłoki zapomniały zatankować do pełna na ostatniej stacji.
-wiesz to nawet się dobrze składa, jest już bardzo późno, odpoczniemy, a ja mam ochotę na spotkanie z łóżkiem.
-a może spotkanie w łóżku?-spytał chłopak uśmiechając się przy tym przebiegle.
-zboczeniec-uderzyła go lekko w ramię.
Przejechali kilka kilometrów, w końcu im oczą ukazał się wielki neonowy napis ''motel,, nie był on do końca zachęcający ale nie mieli innego wyjścia. Zatrzymali się na parkingu i szybko wysiedli zabierając najpotrzebniejsze rzeczy. Weszli do pomieszczenia, które miało przypominać recepcję, przy biórku siedziała starsza kobieta przy kilku świeczkach. Najwidoczniej wysiadł prąd.
-dzień dobry czy można wynająć pokoje-spytał cały mokry Łukasz.
-w ilości?
-cztery dwójki.
-niestety mamy dostępne tylko dwie czwórki.
-dobrze to poprosimy.
-dobrze to prowadzę do pokoi, tylko proszę wziąść świeczki bo ta wichura doprowadziała do zerwania się kabli i było zwarcie w elektrowni, prąd ma być dopiero jutro.
-oczywiście.
-no dobra to Reusowie i Götze razem, a my razem.
-ok
Weszliśmy do pokoju, był ciemny, obskurnie urządzony. Lena marzyła tylko o gorącym prysznicu i randką z poduszką. Marco zapalił kilka świeczek.
-ej towarzystwo mogę iść szybko wziąść prysznic-spytała Terakowska.
-jasne kobiety w ciąży mają pierwszeństwo.-stwierdził Reus
-o czyli ja po tobie kochana-ucieszyła się Ola
-a ja po Oli-powiedział Mario.
-a to niby czemy?-dopytywał się Reus-co ty w ciązy jesteś?
-nie, nie jestem w ciąży ale idziemy kolejką moja narzeczona, twoja dziewczyna, ja i ty bo tak będzie po kolei.-obiaśnił swój plan szczęsliwy Mario.
-niech ci będzie, głupszym się ustępuje-powiedział pod nosem.
-słyszałem-udał oburzonego Mario
-bo miałeś słyszeć.
*Lena
Weszłam do łazienki zabierając ze sobą jedną z białych świec, zapaliłam ją, weszłam pod prysznic. Nareszcie, ciepła woda obmywająca moje ciało ze wszelkich brudów, czułam się wspaniale. Na koniec na swoje ciało nałorzyłam balsam o zapachu pomarańcy dla ikojenia zmysłów, w końcu wyszłam z łazienki. Wszyscy byli w naszym pokoju włącznie z czwórką polaków z sąsiedniego pokoju, rozmawiali i czymś. Usiadłam obok Mario wtulając się w niego. Po jakiejś godzinie wszyscy byli już w swoich pokojach przyszykowani do spania. Trochę się bałam, nie było tutaj zbyt przytulnie, Mario chyba to wyczuł i z całych sił mnie przytulił. Powoli moje oczy się zamykały gdy nagle usłyszeliśmy głośny krzyk należał on do Igi i Ani. Poderwliśmy się z łóżek i pobiegliśmy sprawdzić co się dzieje, wpadliśmy do pokoju.
-co sięnstało-dopytywał się zdenerwowany Marco
-spójrz-Ania pokazała w kierunku łazienki.
-Marco i Robert wzieli świeczki i poszli w stronę owego miejsca. Weszli do środka, widok który zobaczyli przeraził ich nie na żarty. Obok starej wanny było wiele plam starej zaschniętej krwi.
-co tam jest?- dopytywałam się, jednak moj głos zadrżał.
-to wygląda jakby ktoś został tutaj kiedyś zamordowany.-szepnął Marco
-znależliśmy jeszcze to-Iga pokazała nam pewien stary skrawek papieru, zaczęliśmy go czytać, a brzmiał on tak:
Z pamiętnika Marii Parysowskiej
Już dłużej nie mogę z tym mężczyzną, codziennie tylko kłutnie, awantury, a to zawsze kończy się zbiciem. To właśnie przez jegonzachowanie straciłam moje dziecko. Teraz czekam na niego w hotelowym pokoju, pewnie poszedł się upić do pobliskiego baru. Mam już przygowowany nóż, to właśnie dzisiaj pomszczę moje nienarodzone dziecko. Właśnie już słyszę jego krzyki z korytarza, wybacz mi Boże ale muszę to zrobić.
godzinę później.
Jest już po wszyskim, zadałam ostateczny cios w łazience obok wanny, teraz musze uciekać, chociaż nawet jeśli by mnie złapali, nie byłabym zła. Tę kartkę zostawiam tutaj aby móc opowiedzieć tę historię innym osobą mieszkającym w tym pokoju.
Maria.
Nikt nie wiedział co ma powiedzieć, w końcu poszliśmy do naszego pokoju, każdy bał się przebywać w pokoju w którym zdarzyła się ta wielka zbrodnia. W końcu usnęliśmy, nie było zbyt wygosnie, po cztery osoby na jednym łóżku.
Następnego dnia.
Za oknem świeciło słońce, nie było już śladu po wczorajszej ulewie. Chłopcy wstali wcześnie rano i pojechali po paliwo. Dokładnie o 9.30 oddaliśmy klucze do pokoi hotelowych i upaliśmy się w dalszą drogę, zostawiając za sobą to fatalne miejsce.
W końcu dotarliśmy do naszego domku guralskiego, który wynajął Łukasz. Był bardzo przytulny i ślicznie urządzony, właścicielami byli znajomi piłkarza, który teraz aktualnie mieszkają w Warszawie. Rozpakowaliśmy się, ogarneliśmy i postanowiliśmy pojechać na jakiś obiad, a później na jakieś zakupy. Chciałyśmy dzisiaj z dziewczynami zrobić kolacje, miała to być kolacja powitalna, jednak nic z tego nie wyszło zbytnio. Bo oczywiście leciał jakiś mecz w telewizji i chłopcy nie raczyli mawet ruszyć swoi czterech liter inprzyjść do kuchni.
No i oddaje kolejny w wasze ręce, mam nadzieję że spodoba wam się rozdział taki trochę kryminalny i nie pomyślicie, że jestem jakas nienormalna. Pomyśł na ten rozdział powstał podczas jednego z obozów gdzie opowiadaliśmy sobie straszne historie.
Pozdrawiam Natalka
P.S. CZYTASZ=KOMENTUJ to naprawdę motywuje do pisania kolejnych rozdziałów.
-no to rzeczywiście mamy problem, a jeszcze ta burza i ulewa. Na ile wam kilometrów zostanie tego paliwa?
-nie wiem może tak na jakieś 25 góra 30.
-wiesz to może tutaj po drodze będzie jakaś stacja albo jakiś hotel to się zatrzymamy i najwyżej jutro pojedziemy po to paliwo.
-ok, to miejmy nadzieję, że jakiś się po drodze znajdzie, do usłyszenia-powiedział Robert.
-do usłyszenia.
-Mario kochanie co się stało?-spytała Lena, która właśnie wróciła z krainy snów.
-nic mała, tylko chyba będziemy się musieli zatrzymać w jakimś zajeździe bo tamte wywłoki zapomniały zatankować do pełna na ostatniej stacji.
-wiesz to nawet się dobrze składa, jest już bardzo późno, odpoczniemy, a ja mam ochotę na spotkanie z łóżkiem.
-a może spotkanie w łóżku?-spytał chłopak uśmiechając się przy tym przebiegle.
-zboczeniec-uderzyła go lekko w ramię.
Przejechali kilka kilometrów, w końcu im oczą ukazał się wielki neonowy napis ''motel,, nie był on do końca zachęcający ale nie mieli innego wyjścia. Zatrzymali się na parkingu i szybko wysiedli zabierając najpotrzebniejsze rzeczy. Weszli do pomieszczenia, które miało przypominać recepcję, przy biórku siedziała starsza kobieta przy kilku świeczkach. Najwidoczniej wysiadł prąd.
-dzień dobry czy można wynająć pokoje-spytał cały mokry Łukasz.
-w ilości?
-cztery dwójki.
-niestety mamy dostępne tylko dwie czwórki.
-dobrze to poprosimy.
-dobrze to prowadzę do pokoi, tylko proszę wziąść świeczki bo ta wichura doprowadziała do zerwania się kabli i było zwarcie w elektrowni, prąd ma być dopiero jutro.
-oczywiście.
-no dobra to Reusowie i Götze razem, a my razem.
-ok
Weszliśmy do pokoju, był ciemny, obskurnie urządzony. Lena marzyła tylko o gorącym prysznicu i randką z poduszką. Marco zapalił kilka świeczek.
-ej towarzystwo mogę iść szybko wziąść prysznic-spytała Terakowska.
-jasne kobiety w ciąży mają pierwszeństwo.-stwierdził Reus
-o czyli ja po tobie kochana-ucieszyła się Ola
-a ja po Oli-powiedział Mario.
-a to niby czemy?-dopytywał się Reus-co ty w ciązy jesteś?
-nie, nie jestem w ciąży ale idziemy kolejką moja narzeczona, twoja dziewczyna, ja i ty bo tak będzie po kolei.-obiaśnił swój plan szczęsliwy Mario.
-niech ci będzie, głupszym się ustępuje-powiedział pod nosem.
-słyszałem-udał oburzonego Mario
-bo miałeś słyszeć.
*Lena
Weszłam do łazienki zabierając ze sobą jedną z białych świec, zapaliłam ją, weszłam pod prysznic. Nareszcie, ciepła woda obmywająca moje ciało ze wszelkich brudów, czułam się wspaniale. Na koniec na swoje ciało nałorzyłam balsam o zapachu pomarańcy dla ikojenia zmysłów, w końcu wyszłam z łazienki. Wszyscy byli w naszym pokoju włącznie z czwórką polaków z sąsiedniego pokoju, rozmawiali i czymś. Usiadłam obok Mario wtulając się w niego. Po jakiejś godzinie wszyscy byli już w swoich pokojach przyszykowani do spania. Trochę się bałam, nie było tutaj zbyt przytulnie, Mario chyba to wyczuł i z całych sił mnie przytulił. Powoli moje oczy się zamykały gdy nagle usłyszeliśmy głośny krzyk należał on do Igi i Ani. Poderwliśmy się z łóżek i pobiegliśmy sprawdzić co się dzieje, wpadliśmy do pokoju.
-co sięnstało-dopytywał się zdenerwowany Marco
-spójrz-Ania pokazała w kierunku łazienki.
-Marco i Robert wzieli świeczki i poszli w stronę owego miejsca. Weszli do środka, widok który zobaczyli przeraził ich nie na żarty. Obok starej wanny było wiele plam starej zaschniętej krwi.
-co tam jest?- dopytywałam się, jednak moj głos zadrżał.
-to wygląda jakby ktoś został tutaj kiedyś zamordowany.-szepnął Marco
-znależliśmy jeszcze to-Iga pokazała nam pewien stary skrawek papieru, zaczęliśmy go czytać, a brzmiał on tak:
Z pamiętnika Marii Parysowskiej
Już dłużej nie mogę z tym mężczyzną, codziennie tylko kłutnie, awantury, a to zawsze kończy się zbiciem. To właśnie przez jegonzachowanie straciłam moje dziecko. Teraz czekam na niego w hotelowym pokoju, pewnie poszedł się upić do pobliskiego baru. Mam już przygowowany nóż, to właśnie dzisiaj pomszczę moje nienarodzone dziecko. Właśnie już słyszę jego krzyki z korytarza, wybacz mi Boże ale muszę to zrobić.
godzinę później.
Jest już po wszyskim, zadałam ostateczny cios w łazience obok wanny, teraz musze uciekać, chociaż nawet jeśli by mnie złapali, nie byłabym zła. Tę kartkę zostawiam tutaj aby móc opowiedzieć tę historię innym osobą mieszkającym w tym pokoju.
Maria.
Nikt nie wiedział co ma powiedzieć, w końcu poszliśmy do naszego pokoju, każdy bał się przebywać w pokoju w którym zdarzyła się ta wielka zbrodnia. W końcu usnęliśmy, nie było zbyt wygosnie, po cztery osoby na jednym łóżku.
Następnego dnia.
Za oknem świeciło słońce, nie było już śladu po wczorajszej ulewie. Chłopcy wstali wcześnie rano i pojechali po paliwo. Dokładnie o 9.30 oddaliśmy klucze do pokoi hotelowych i upaliśmy się w dalszą drogę, zostawiając za sobą to fatalne miejsce.
W końcu dotarliśmy do naszego domku guralskiego, który wynajął Łukasz. Był bardzo przytulny i ślicznie urządzony, właścicielami byli znajomi piłkarza, który teraz aktualnie mieszkają w Warszawie. Rozpakowaliśmy się, ogarneliśmy i postanowiliśmy pojechać na jakiś obiad, a później na jakieś zakupy. Chciałyśmy dzisiaj z dziewczynami zrobić kolacje, miała to być kolacja powitalna, jednak nic z tego nie wyszło zbytnio. Bo oczywiście leciał jakiś mecz w telewizji i chłopcy nie raczyli mawet ruszyć swoi czterech liter inprzyjść do kuchni.
No i oddaje kolejny w wasze ręce, mam nadzieję że spodoba wam się rozdział taki trochę kryminalny i nie pomyślicie, że jestem jakas nienormalna. Pomyśł na ten rozdział powstał podczas jednego z obozów gdzie opowiadaliśmy sobie straszne historie.
Pozdrawiam Natalka
P.S. CZYTASZ=KOMENTUJ to naprawdę motywuje do pisania kolejnych rozdziałów.
sobota, 1 czerwca 2013
Rozdział 24
-no to jak ruszamy-spytał Piszczek
-tak jest kapitanie!
-no dobra ja prowadzę-powiedział Mario Reusowi.
-nie bo ja prowadzę-nie chciał się zgodzić blondyn
-oj Mario chodź zajmniemy się sobą na tyle- wymruczała mu do ucha Lena
-kusząca propozycja, chętnie skorzystam. No dobra Reus ale potem się zmieniamy, ok?
-ok,ok
No i w końcu wsiedli Lena i Mario z tyłu, a Reus i Olka z przodu. Götze był trochę zawiedziony bi nie tak wyobrażał sobie to zajmowanie się sobą, bowiem Lena połorzyła głowę na jego kolanach i prubowała zasnąć.
-ej gołąbeczki nie śpimy tam z tyłu-krzyknął Marco i podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka ,,sexy and I know it, zaczęli śpiewać. Oczywiście żadne z nich nie było super piosenkarzem, bardzo fałszowali. Po jakisz dwóch godzinach jazdy zatrzymali się na postuj, tak naprawdę był on wymuszony przez Łukasza i Stachurską, których Rober już wkurzał.
-o nie Robert ty jedziesz z nimi ja już dłużej nie mogę-krzyczał Łukasz na cały parkiing
-ale misiaczku ja będę tęsknił-Rober zatrzepotał rzęsami.
-nie martw się Lewy usiądziesz w środku obok mnie i Mario-pocieszała go Lenka
-ha, widzisz Piszczu znalazłem sobie nowe misie.
Wtedy wszyscy zaczęli się śmiać, nie ma co Lewandowski to umiał humor naprawić.
-ej Lena dawaj jakiś odpał zrobimy-szepnął jej na ucho Bobek
-ok, ale co niby?
-no....-zaczął jej tłumaczyć cały plan.
-ok, ale uprzedżmy Anie.
Podeszli do brunetki i zaczęli ją wtajemniczać plan, który miał na celu zdenerwować Mario, karateczka się zgodziła, miała nawet im pomóc to odegrać.
-Mario, ja...ja muszę ci coś powiedzieć-zaczęła, musiała opanowywać śmiech.
-tak promyczku?
-Mario, przepraszam ja nie mogę cię dłużej krzywdzić, ja muszę zerwać zaręczyny
-ale jak, dlaczego?-spytał już bardzo zdołowany.
-tno nie jest twoje dziecko, zdradziłam cię-Lena ledwo opanowała śmiech.
-ale jak to z kim?
-z Robertem-wskazała na chłopaka.
-jak mogłeś Robert?-spytała teatralnie jego nażeczona.
-Lewandowski już nie żyjesz, jak mogłeś myślałeg, że jesteś moim przyjacielem-krzyknął Mario i zaczął gonić go po całym parkingu.
-Iga zrób zaraz zdjęcie Mario-powiedziała do niej cicho Stachurska.
Lena i Anka już nie mogły wytrzymać, wpadły w pompę, Wtedy Mario się zatrzymał, nie wiedział o co chodzi.
-mamy cię kochanie-dalej śmiała się Lena.
Jego mina po prostu bezcenna, a najlepsze, że mają to na zdjęciu. Terakowska wiedziała, że zaraz tego pożałuje. Zaczęła uciekać, wsiadła na tył samochodu i go zamknęła. Oczywiście zapomniała, że Mario posiada klucze i z łatwością go otworzył.
-no to teraz się zemszczę-powiedział i zaczął ją łaskotać.
-przestań, proszę...
-obiecaj, że nigdy więcej nie wywiniesz mi takiego numeru
-oj kotju ale to był tylko test-powiedziała i go pocałowała
-i co zdałem?
-tak jesteś o mnie zazdrosny-powiedziała, a na jej ustach pojawił się triumfalny uśmiech.
Około północy dojerzdżali już do celu, nagle w samochodzie prowadzonym przez Mario w CB radiu odezwał się Robert, który prowadził tamten samochód.
-Mario mamy problem....
**********************************
Wiem strasznie krutki, ale chciałabym dodać coś jeszcze dzisiaj na bloga:
lawkaktorazmieniazycie.blogspot.com na którego również serdecznie zapraszam. Dziękuje za wszystkie komentarze, ale liczę na trochę więcej.
Pozdrawiam
-tak jest kapitanie!
-no dobra ja prowadzę-powiedział Mario Reusowi.
-nie bo ja prowadzę-nie chciał się zgodzić blondyn
-oj Mario chodź zajmniemy się sobą na tyle- wymruczała mu do ucha Lena
-kusząca propozycja, chętnie skorzystam. No dobra Reus ale potem się zmieniamy, ok?
-ok,ok
No i w końcu wsiedli Lena i Mario z tyłu, a Reus i Olka z przodu. Götze był trochę zawiedziony bi nie tak wyobrażał sobie to zajmowanie się sobą, bowiem Lena połorzyła głowę na jego kolanach i prubowała zasnąć.
-ej gołąbeczki nie śpimy tam z tyłu-krzyknął Marco i podgłośnił radio. Właśnie leciała piosenka ,,sexy and I know it, zaczęli śpiewać. Oczywiście żadne z nich nie było super piosenkarzem, bardzo fałszowali. Po jakisz dwóch godzinach jazdy zatrzymali się na postuj, tak naprawdę był on wymuszony przez Łukasza i Stachurską, których Rober już wkurzał.
-o nie Robert ty jedziesz z nimi ja już dłużej nie mogę-krzyczał Łukasz na cały parkiing
-ale misiaczku ja będę tęsknił-Rober zatrzepotał rzęsami.
-nie martw się Lewy usiądziesz w środku obok mnie i Mario-pocieszała go Lenka
-ha, widzisz Piszczu znalazłem sobie nowe misie.
Wtedy wszyscy zaczęli się śmiać, nie ma co Lewandowski to umiał humor naprawić.
-ej Lena dawaj jakiś odpał zrobimy-szepnął jej na ucho Bobek
-ok, ale co niby?
-no....-zaczął jej tłumaczyć cały plan.
-ok, ale uprzedżmy Anie.
Podeszli do brunetki i zaczęli ją wtajemniczać plan, który miał na celu zdenerwować Mario, karateczka się zgodziła, miała nawet im pomóc to odegrać.
-Mario, ja...ja muszę ci coś powiedzieć-zaczęła, musiała opanowywać śmiech.
-tak promyczku?
-Mario, przepraszam ja nie mogę cię dłużej krzywdzić, ja muszę zerwać zaręczyny
-ale jak, dlaczego?-spytał już bardzo zdołowany.
-tno nie jest twoje dziecko, zdradziłam cię-Lena ledwo opanowała śmiech.
-ale jak to z kim?
-z Robertem-wskazała na chłopaka.
-jak mogłeś Robert?-spytała teatralnie jego nażeczona.
-Lewandowski już nie żyjesz, jak mogłeś myślałeg, że jesteś moim przyjacielem-krzyknął Mario i zaczął gonić go po całym parkingu.
-Iga zrób zaraz zdjęcie Mario-powiedziała do niej cicho Stachurska.
Lena i Anka już nie mogły wytrzymać, wpadły w pompę, Wtedy Mario się zatrzymał, nie wiedział o co chodzi.
-mamy cię kochanie-dalej śmiała się Lena.
Jego mina po prostu bezcenna, a najlepsze, że mają to na zdjęciu. Terakowska wiedziała, że zaraz tego pożałuje. Zaczęła uciekać, wsiadła na tył samochodu i go zamknęła. Oczywiście zapomniała, że Mario posiada klucze i z łatwością go otworzył.
-no to teraz się zemszczę-powiedział i zaczął ją łaskotać.
-przestań, proszę...
-obiecaj, że nigdy więcej nie wywiniesz mi takiego numeru
-oj kotju ale to był tylko test-powiedziała i go pocałowała
-i co zdałem?
-tak jesteś o mnie zazdrosny-powiedziała, a na jej ustach pojawił się triumfalny uśmiech.
Około północy dojerzdżali już do celu, nagle w samochodzie prowadzonym przez Mario w CB radiu odezwał się Robert, który prowadził tamten samochód.
-Mario mamy problem....
**********************************
Wiem strasznie krutki, ale chciałabym dodać coś jeszcze dzisiaj na bloga:
lawkaktorazmieniazycie.blogspot.com na którego również serdecznie zapraszam. Dziękuje za wszystkie komentarze, ale liczę na trochę więcej.
Pozdrawiam
Subskrybuj:
Posty (Atom)